poniedziałek, 14 sierpnia 2006
16.49 :: DED:
Czy Niemcy mogą pojednać się z własną historią bez udziału Polaków?
Obie wystawy na reprezentacyjnej Unter den Linden nie są wystawami międzynarodowymi. Są dostępne w języku niemieckim i większość zwiedzających, których nie brakuje, mówi w tym właśnie języku. Problem ucieczki, wypędzenia i przesiedleń jest ujęty w kontekście podobnych zdarzeń dwudziestowiecznej Europy. Jak mówi i twierdzi strona polska, taki kontekst zaburza widzenie dziejowej sprawiedliwości, lecz dopiero to widzenie uświadamia niemieckim przesiedlonym i ich potomkom, że doświadczenie, które ich dotknęło, nie jest niczym wyjątkowym w historii starego kontynentu. Z kolei komentarze, iż wypędzenie Niemców miało największą skalę wśród podobnych przypadków i że dotknęło kobiety, dzieci i starców, nasuwają pewne wątpliwości.
Będąc Polakiem odwiedzającym Berlin, pochodzącym z rodziny o żywych tradycjach kresów II Rzeczypospolitej, a urodzonym i mieszkającym w dawnym Landsbergu, zastanawiałem się przede wszystkim nad polskimi reakcjami odbioru wystawy Eriki Steinbach i Niemieckiego Muzeum Historycznego oraz zrozumieniem tych reakcji przez Niemców. Jeżeli przyjąć założenie, że rozumienie spraw II wojny światowej za Odrą dokonuje się przez pryzmat doświadczeń Niemiec Zachodnich i ukształtowanej tam demokracji, to musimy skonstatować, iż nad Wisłą daleko do takiej perspektywy. Trzeba pamiętać, że w Niemieckiej Republice Federalnej temat wypędzonych pojawiał się w debacie publicznej od wczesnych lat powojennych i zanikł właściwie w drugim pokoleniu w latach 70. – podczas gdy dyskurs publiczny DDR i innych państw bloku socjalistycznego był pozbawiony refleksji na temat przesiedleń aż do czasu przemian lat 90. Wskutek takiej sytuacji trauma związana z doświadczeniami wojny i lat powojennych została zakonserwowana na kolejne pokolenie i dzisiaj historie rodzinne żyją w opowieściach dziadków i niekoniecznie są rozumiane przez ich wnuków.
Żywe reakcje w Polsce na wystawy i plan budowy Centrum Przeciwko Wypędzeniom w Niemczech są doskonałym dowodem na powiązanie historii różnych narodów, a także kolejną próbą wzajemnego rozumienia kultur i perspektyw. Terapia, którą Niemcy fundują sobie, jest niezrozumiała dla Polaków, gdyż polski naród nie jest przyzwyczajony do rozmów na trudniejsze tematy. Takie tematy i problemy najłatwiej jest przemilczeć albo zbagatelizować. Po raz kolejny okazuje się, jak wiara w młodzież „odbija się” wśród dorosłych prawdziwym niesmakiem. Szczególnie kiedy młode pokolenie stara się dociec zaniedbań i tajemnic starszych pokoleń.
Spotkana na wystawie w Kronprinzpalais polska socjolożka mieszkająca w Berlinie, wspomniała mi o organizowanych Heimat Raisen dla starszego pokolenia Niemców, które to wyprawy w „kraj lat młodości” odbywają się w towarzystwie psychologów i studentów. Odwiedziny stron w dzisiejszej Polsce, w których te osoby się urodziły i wychowały, nie jest łatwym przeżyciem. Kultura pamięci przejawia się w sposobie rozumienia swojej obecnej kondycji. Takie same doświadczenie spotyka Polaków, którzy wizytują „ziemie utracone”. Jeśli nie osobista pomoc specjalistów w tym zakresie, to przynajmniej debata publiczna związana z historią przesiedlenia byłaby wskazana i konieczna by bezpośrednio zainteresowani i reszta społeczeństw zrozumiała i akceptowała konsekwencje II wojny światowej. Czy oby nie dlatego polskie reakcją są tak emocjonalne, nacechowane drażliwością w momencie, gdy skrywana tęsknota jest ujawniana przez naród, który jest obwiniany za tragedię wywołania wojny?
Idąc dalej, demokratyzacja Niemiec pozwala rozmawiać na trudne społecznie tematy, podczas gdy w Polsce dominuje myślenie, skłaniające się w kierunku spowodowania zamknięcia kontrowersyjnej wystawy, a polskie skądinąd demokratyczne władze nie po raz pierwszy oburzają się na cudzą wolność słowa. Jak w takim razie ukształtować relacje międzynarodowe, aby dojrzałość ustrojowa jednego narodu nie wpędzała innego narodu w jeszcze większe kompleksy? Dopóki niemieckie władze są w stanie zrozumieć odwołane wizyty i polskie niezadowolenie, sytuacja nie powoduje szkody we wzajemnych relacjach. Niebezpieczny będzie moment, gdy niemiecka opinia publiczna zacznie wyciągać nieprzychylne Polakom wnioski z naszych reakcji. Natomiast polska strona nie może poprzestać na oburzeniu i słowach krytyki. Kontrowersja może być dobrą okazją do rozmowy.
W kwestii wysiedleń warto opowiedzieć o własnych doświadczeniach. O tym, że „ziemie odzyskane” w świadomości nowych osadników długo nie miały wszystkich walorów nowego domu, a niepewność związana ze zmianą powojennych granic podsycała tęsknotę za „zieloną Ukrainą” i pogłębiała ranę tragedii wojennych. Jednej i drugiej wystawy nie można odrzucić jako takiej, można dyskutować o niektórych faktach. O tym, że czyny Armii Czerwonej były tak samo złowrogie wobec większości Polaków jak i Niemców. Tylko jak można pogodzić się i akceptować prawdę, iż Niemiec i Polak w tym samym momencie padał ofiarą tej samej siły, skoro układ sojuszy i wrogów był zgoła odmienny? Dodatkowo sprawę komplikuje schizofrenia relacji ze Wschodem, który z jeszcze większym trudem uczestniczy w pojednawczych rozmowach. Nie wspominając już o Jałcie, wystarczy zauważyć, iż wzajemne mordy na Wołyniu – inaczej niż chce tekst z wystawy Ligi Wypędzonych – nie odbywały się z powodu osłabionej administracji armii niemieckiej zajętej walkami na wschodzie, lecz dzięki zręcznemu stosowaniu starej zasady divide et impera.
Nauka Niemców wschodnich od zachodnich rodaków, jak przełamać milczenie i w obywatelski sposób uczestniczyć w życiu społecznym, może być przykładem dla nas, jak radzić sobie z własną niedoskonałością i godzić emocję z prawdziwymi potrzebami interesów. Jak informował przewodnik w Muzeum Historycznym, ideą wystawy była potrzeba opowiedzenia historii integracji przesiedlonych z resztą społeczeństwa. Niemcy wysiłek powojennych lat zamienili na wyobrażenie o Wirtchaft Wunder, które to wyobrażenie pozwala lepiej znosić ciężar przykrych doświadczeń. Czy polskie społeczeństwo nauczy się, jak stawiać czoło wyzwaniom własnej kondycji i dojrzale podejdzie do smutków historii oraz obecnych zadrażnień? Czy nasza władza potrafi wspomóc ten proces, a środowiska opiniotwórcze odpowiedzialnie wyjaśnią znaczenie gestów i zagranicznych incydentów? Wszystko po to, by pojedynczy obywatel mógł również odpowiednio radzić sobie z własnymi doświadczeniami i odnaleźć się wśród społecznych konfliktów, a nie ich unikać.
Dariusz Dybka
Napisane przy zainteresowaniu Humanity in Action.
[15718]
niedziela, 28 maja 2006
19.06 :: DED:
Relacja zdjęciowa z panelu.
[14357]
poniedziałek, 22 maja 2006
17.54 :: CHRIS:
Warszawska Turystyka Ekstremalna..spacer i ognisko na stepach grochowsko-kawęczyńskich
(łąki,komin,fabryki,wierza widokowa, lasy, bajora...)
Notabene-Dykta 27.05.06. g.11.00. przed głównym wejściem na Wa-wa Wileńska.
Nie masz czasu i kasy na wyjazd poza miasto ?
Potrzebujeszsz przewietrzyć duszę ?
Chcesz pogadać z "ludźmi" ?
Wpadaj na WTE.
(po wycieczce pokaz filmów z WTE w Pruderii)
kontakt 504 765 423 Włodyga
[4713]
wtorek, 16 maja 2006
11.55 :: CHRIS:
Zapis rozmowy, która odbyła się 7 maja 2005r. z okazji dnia OSTA – akcji publicznej mającej na celu zwrócenie uwagi na problem ograniczania swobody twórczości artystycznej w Polsce.
Do debaty zaproszono: Mariusza Libla (Twożywo), Zbigniewa Liberę, Pawła Łysaka, dr. Kazimierza Piotrowskiego, dr. Wawrzyńca Rymkiewicza
[moderator: Katarzyna Tórz (OSTA)]
Po co nam swoboda twórczości artystycznej -- DEBATA




[9573]
sobota, 13 maja 2006
15.25 :: DED:
Nie zOSTAwiaj wolności
politycznej grze w kości!
Obrona Swobody Twórczości Artystycznej
Wystawa
filmy
panel dyskusyjny
koncerty
PRUDERIA – 27 maja 2006
Społeczna inicjatywa OSTA
Swoboda twórczości artystycznej i swoboda korzystania z dóbr kultury jest koniecznym warunkiem istnienia wolnego społeczeństwa. OSTA domaga się szanowania odbiorców – wraz z ich prawem do oglądania w pełnej, nieocenzurowanej wersji tego, co chcą im pokazać twórcy. OSTA broni prawa publiczności do swobodnego wyboru tego, co jest dla niej istotne i wartościowe.
Nieformalna grupa O.S.T.A. ma zaszczyt zaprosić do aktywnego udziału w wieczorze promującym swobodę twórczości artystycznej, który miejsce miał będzie w klubie Pruderia 27 maja. W ramach imprezy będziecie mogli porozmawiać, pooglądać, posłuchać, potańczyć, stać się. Rozpoczynamy o 18’tej panelem dyskusyjnym o cenzurze z Waszym udziałem, w oprawie wystawy „Tiszert dla wolności”, następnie pokażemy filmy Warszawskiej Turystyki Ekstremalnej promujące nowy sport miejski, zrobimy koncert skatepunk’owy „14 against 5” i „Maypole” ,oraz impreze taneczną na której zagrają Najgorsi Dj’e Świata. Wstęp wolny
Kontakt:
Joanna Mikulska
tel. 693 324 794
Krzysztof Wolny
tel. 886 510 550
Dariusz Dybka
tel. 22 831 53 67
info@osta.pl
www.osta.pl
Nie zOSTAwiaj wolności
politycznej grze w kości!
[4485]
czwartek, 4 maja 2006
15.55 :: CHRIS:
Nieformalna Grupa OSTA została założona w marcu 2005r. przez zaprzyjaźnione grono studentów różnych warszawskich uczelni. Jej celem jest uwrażliwienie społeczeństwa na problem ograniczania swobody twórczości artystycznej i swobody korzystania z dóbr kultury w Polsce. Poprzez działania w przestrzeni publicznej – warsztaty, happeningi, dyskusje, koncerty – grupa chce zwrócić uwagę na rangę problemu i fakt, że dotyczy on nie tylko artystów, lecz wszystkich odbiorców sztuki.
OSTA chce podjąć próbę zmiany rzeczywistości społecznej, uaktywnić społeczeństwo i zachęcić je do poszerzenia przestrzeni publicznej, która zagarniana bywa coraz częściej przez jeden rodzaj polityczno-obyczajowego dyskursu. Ograniczanie swobody twórczości artystycznej i swobody korzystania z dóbr kultury jest w przekonaniu grupy OSTA nie tylko łamaniem konstytucyjnych gwarancji, ale także nieprzestrzeganiem praw człowieka, które w wolnym, demokratycznym kraju, jakim jest Polska powinny być szczególnie chronione. Wolność twórczości i dostępu do niej jest zdaniem grupy OSTA koniecznym warunkiem istnienia wolnego społeczeństwa, a obserwowane ostatnio akty cenzury mogą mieć poważne konsekwencje dla kultury.
OSTA domaga się więc szanowania odbiorców – wraz z ich prawem do oglądania w pełnej, nieocenzurowanej wersji tego, co chcą im pokazać twórcy.
OSTA sprzeciwia się kwestionowaniu znaczenia sztuki, usuwaniu jej wartościowych przejawów na margines życia publicznego.
OSTA nie zgadza się by niszczenie dzieł sztuki stało się normą, a granice swobody twórczości wyznaczane były arbitralnie przez partykularne ideologiczne, partyjne i korporacyjne interesy. OSTA odrzuca wrogą retorykę samozwańczych obrońców moralności, dyktujących innym swoje warunki i zawłaszczających publiczne przestrzenie.
OSTA broni prawa publiczności do swobodnego wyboru tego, co jest dla niej istotne i wartościowe.
[6327]